FURMANWystawyPotomstwoMiotyFurman w USA

DOBRODZIEJ

POWRÓT

 

 

 
Niespełna przez rok Gordonowi towarzyszył młody DOBRODZIEJ BACA z Banciarni.
Młody Dobrodziej nazywany był po domowemu DODEK lub DODO.

Niestety historia naszego Dobrodzieja zakończyła się tragicznie. Jak mawia przysłowie „ciekawość to pierwszy stopień do piekła”. Nasze psy zostały zostawione w mokry deszczowy wieczór na noc w swoim pomieszczeniu które sąsiadowało z garażem. Nikt z nas nie przypuszczał , że ciekawy wszelkich nowinek Dobrodziej włamie się do szafy ze środkami do ochrony roślin i ukradnie stamtąd plastikowe wiaderko z preparatem przeciwko ślimakom. Plastikowe wiaderko było jeszcze nowe, zapakowane fabrycznie…. Czy deszczowa nuda czy smak popularnego klimaksu był jednak tym co zachęcało a  nie przeszkadzało psu zając się jego gryzieniem . Pon pożarł całą zawartość wiaderka. Niestety Dobrodzieja nie udało się odratować. Na „Ślimaks” ( chemicznie aldehyd) nie ma bowiem żadnej odtrutki .

Po trzech dniach walki uratowałem Gordona, który prawdopodobnie przeżył tylko dlatego, że zjadł małą ilość preparatu.

Jak się potem kazało , psy bardzo chętnie jedzą „Ślimaks” , który jest dla nich smaczny. Takiej jednak uwagi nie ma na żadnym z opakowań owego preparatu!

 

 

 

Dobrodziej był niezwykle uroczym i wesołym pieskiem. Miał być wystawowy, ale to skojarzenie pary rodziców okazało się dla mnie niezbyt fortunne. Ze względu na swoje wymiary wzrostowe Dodek nie mógł być pokazywany. Był po prostu zbyt mały.
Ale czy małe nie może być piękne? Rozkosznie wesoły, inteligentny i bardzo grzeczny Dobrodziej,  potrafił się pięknie uśmiechać i wzbudzał powszechny zachwyt wszystkich znajomych, którzy odwiedzali nasz dom. Właśnie głównie ze względu na swoją ( małą) wielkość i kompaktowe wymiary.
Czyżby madszedł czas aby pomyśleć o mniejszych rozmiarowo - mini ponach? 
Z Dobrodziejem niezwykle silnie uczuciowo związany był nasz najmłodszy syn Marcin . Uczucia te odwzajemniał Dodek, To był psiak co kochał wszystkich,  był wszędzie, chętnie sprawdział wszystko pierwszy, wszystko chętnie jadł i bardzo nie lubił się nudzić. Ot, takie ukochane "ponie ADHD".